Tytoń i różnego rodzaju wyroby...

  • Mariola Abkowicz
  • Anna Sulimowicz

Abstrakt

Tytoń i różnego rodzaju wyroby tytoniowe były podstawą działal-ności karaimskich przedsiębiorców i kupców. Oferowane przez nich produkty zdominowały rynek Imperium Rosyjskiego. Jednym z miast, do których w XIX stuleciu docierały wyroby tytoniowe z karaimskich fabryk, była Warszawa. Sprzedawano tu wyroby takich potentatów jak Samuel Kogen, Szyszman i Duruncza czy Stamboli. Ale nad Wisłę docierały także tytoń i papierosy z Sum, miasta opodal Charkowa. O rodzinie Turszu, tytoniowych fabrykantach z tej miejscowości, którzy na handlu tytoniem zrobili majątek, a potem zaczęli go tracić, opowiada tropiciel śladów karaimskich kupców tytoniowych, Adam J. Dubiński.

Posyłanie do szkół karaimskich dziewcząt nie było dawniej rzeczą oczywistą. A przecież ich edukacja miała wpływ na wychowanie następnych pokoleń. Z czasem podjęto starania, by zapewnić młodym Karaimkom szerszy dostęp do nauki. Ten szczytny cel przyświecał filantropijnym działaniom bogatych karaimskich kupców, jak np. Kogenów z Kijowa, którzy ufundowali szkołę dla dziewcząt w Eupatorii. Ale przedstawiciel wyżej wspomnianej rodziny Turszu poszedł o krok dalej – ufundował stypendium dla pierwszej dziewczyny, która uzyska uprawnienia nauczycielki. O tej niezwykłej inicjatywie donosiła karaimska prasa na Krymie, w artykule, którego przekład zamieszczamy w tym numerze.

Od lat próbujemy z ułamków informacji odtworzyć obraz życia naszych przodków, panoramę czasów minionych. Ważną rolę odgrywają w tym fotografie zachowane w domowych archiwach, opublikowane w starych wydawnictwach. Próbujemy ustalić, kogo przedstawiają, jakie były losy uwiecznionych na nich osób. I czasem płatają nam figla, gdy okazuje się, że na zdjęciu jest całkiem kto inny, niż sądziliśmy. Na takie wpadki wskazują Sergei Shaitanov i Anna Sulimowicz.

Karaimom polska orientalistyka, a zwłaszcza turkologia, wiele zawdziecza. Stanowili najpierw wdzięczny obiekt badań, by potem sami je prowadzić. Wątków karaimskich nie mogło więc zabraknąć na wystawie prezentującej zainteresowania polskich uczonych Orientem, zarówno tym odległym, egzotyczym, jak i bliskim, a wcale nie mniej ciekawym – Karaimami. O wystawie, którą można było tego lata oglądać w krakowskim Archiwum Nauki, pisze Anna Sulimowicz.

Ale to nie koniec wątków karaimsko-naukowych w tym numerze. Zdobyć grant ERC, czyli European Research Council – Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych, jest marzeniem każdego naukowca. To najbardziej prestiżowy grant na Starym Kontynecie i jeden z najbardziej znanych i cenionych na świecie. Niełatwo jest go uzyskać – promowane są projekty innowacyjne, przełomowe, odkrywające nowe perspektywy. W tym roku przez gęste sita selekcji zdołały się przebić tylko cztery projekty z Polski. Tym większą możemy więc czuć satysfakcję, że wśród laureatów znalazł się „ktoś od nas” – badacz jezyka karaimskiego, turkolog i hungarysta z Uniwersytetu Jagiellońskiego, dr Michał Németh. O swoim nowym projekcie i o tym, w jaki sposób może on wspomóc starania o zachowanie karaimskiej kultury, opowiedział Annie Banasiak.

Tego roku język karaimski rozbrzmiewał częściej niż zwykle. Albowiem Fundacja Karaimskie Dziedzictwo we współpracy z Kulturalnym Związkiem Karaimów Litewskich i Karaimskim Związkiem Religijnym na Litwie przeprowadziła nagrania rodowitych użytkowników tego języka. Cele przyświecające temu projektowi, przebieg nagrań i wstępne wyniki przedstawia jego koordynator, Adam J. Dubiński.

W tym numerze sporo miejsca poświecamy sprawom naukowym – tym z przeszłości, obecnym i planowanym. Badania naukowe bowiem mogą zdziałać wiele dobrego w staraniach o zachowanie rodzimego języka i karaimskiej tożsamości

Opublikowane
2018-09-30
Dział
Od redakcji

Inne teksty tego samego autora

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 > >>